środa, 12 marca 2014

Rozdział XXX

-Dzień Dobry - powiedziałam
- Dzień Dobry - odpowiedział dyrektor - proszę usiądź
Usiadłam na krześle na przeciwko jego biurka. Z wyjątkiem biurka w pomieszczeniu była także szafa z książkami. Do tego telewizor podłączony do szkolnego monitoringu. Było monitorowane boisko, korytarze i kilka innych miejsc.
- A więc po co tu jestem? - zapytałam. Szczerze nie miałam pojęcia.
- Pewnie cię to ciekawi? Nie martw się nic złego cię nie czeka. Widzisz jako dyrektor szkoły wiem o twoim nie miłym wypadku, z tym chłopakiem. Znamy mniej więcej przebieg tego co się stało - powiedział - i chciałbym żebyś poszła do psychologa szkolnego on ci pomoże ...
- Ale mi nie jest potrzebny psycholog - powiedziałam spokojnie choć byłam wściekła - nic mi nie jest i nie potrzebuję żadnej pomocy.
- Mimo wszystko proszę cię o pójście tam - powiedział i popatrzył mi prosto w oczy. Wytrzymałam jego wzrok a on w końcu popatrzył gdzie indziej. Poczułam satysfakcję.
- Dziękuje ale nie skorzystam - powiedziałam i zaczęłam wstawać aby wyjść. Ale dyrektor wstał.
- Masz tam iść - powiedział zły
- A jak nie to co ? - zapytałam. To było bezczelne...
- To zawieszę cię w prawach ucznia - zagroził mi.
- Nie może pan - powiedziałam - I niech mi pan nie grozi...
- Owszem mogę. Nie grożę jedynie przestrzegam - powiedział. Byłam zła, ale nie miałam zamiaru być zawieszona na nie wiadomo ile... Wstałam i wyszłam do tego cholernego psychologa. Zapukałam głośno.
- Proszę - usłyszałam po drugiej stronie drzwi.
- Dzień Dobry przysyła mnie pan dyrektor - powiedziałam a ona skinęła głową i wskazała mi miejsce do położenia się.  Przyjrzałam się jej. Miała ciemną karnację, ciemno - brązowe oczy a do tego jasno - brązowe włosy, dość długie. Na oko mogła mieć najwyżej 40 lat. Nigdy wcześniej jej nie widziałam. Może dlatego, że nigdy nie potrzebowałam psychologa? Położyłam się na miejscu.
- A więc zadam ci kilka pytań a ty odpowiesz - powiedziała. To nie zabrzmiało jak pytanie a rozkaz. Do tego miała taki oschły głos...
- Jeżeli będę chciała - dodałam pod nosem. Nie słyszała mnie. Może to nawet lepiej?
- Więc jak się czułaś gdy zobaczyłaś tego chłopaka w twoim domu - Głupszego pytania nie było ?
- No to byłam zła i przerażona- powiedziałam niechętnie
- A gdy zaczął ci grozić bronią? - zapytała. Już mam dość.
- Bałam się - powiedziałam przewracając oczami
- A czy on ... dotykał cię? - zapytała. No nie miarka się przebrała!
- Wie pani co? A co panią to obchodzi ?! - zapytałam zła i podniosłam się do pozycji siedzącej
- Chcę ci tylko pomóc ... - zaczęła
- HA! -zaśmiałam się podniosłam plecak i wstałam - a może ja nie chcę pani pomocy? Hmm? Może mi nie jest potrzebna pomoc? Chcę o tym zapomnieć a wszyscy o to pytają!
- Po twojej reakcji chyba potrzebujesz - powiedziała. No nie trzymajcie mnie zaraz coś komuś  zrobię...
- Wie pani co? Mam pani opinię gdzieś! Mam opinię dyrektora gdzieś! Do widzenia! - powiedziałam to i wyszłam trzaskając drzwiami. Do końca lekcji zostało 10 minut postanowiłam więc już wyjść ze szkoły. Z resztą nie miałam zamiaru iść do mojej klasy bo pewnie pytaliby się mnie po co mnie wzywano.. Więc aby uniknąć tych przesłuchań wyszłam z budynku szkoły. Ale zamiast skierować się do domu poszłam do parku. To było dziwne. Może na prawdę potrzebuję pomocy? Nie. Po co ? Przecież nic się nie dzieje a ja o tym zapominam. A oni drążą temat i chcą wiedzieć jak najwięcej. Mam tego dość...

* Oczami Nialla*

Siedzę na ostatniej lekcji zostało 10 minut a All nie ma... Nie wiem może to coś poważnego? A co jeśli ją wywalą ze szkoły? Nie mogłem przestać drążyć tematu. A może to coś dobrego? Tylko co? Do głowy przychodziły mi same czarne scenariusze.   Nagle zadzwonił dzwonek. Spakowałem się szybko i wyszedłem z sali. Zauważyłem, że dyrektor jest na korytarzu więc All od niego wyszła. Czyli, że wyszła ze szkoły... Nie myśląc długo także wyszedłem i skierowałem się do parku. Wiedziałem, że jeżeli to było coś co ją wkurzyło tam poszła do domu by nie poszła. Po chwili marszu byłem na miejscu. Nie myliłem się. Siedziała na jednej z ławek pod drzewem. Wyglądała pięknie. Miała podkulone nogi i oplatała je ramionami gdzie schowała głowę. Nie wyglądał to dobrze.  Podszedłem do niej od tyłu.
- A więc co się stało? - wyszeptałem w jej ucho. Podskoczyła.
- Wystraszyłeś mnie - powiedziała i uśmiechnęła się lekko.
- Przepraszam - powiedziałem ale w jej oczach był smutek - Ej. Skarbie co się stało?
- Nie uwierzysz jak ci powiem - wyczułem w jej głosie kpinę i złość a także smutek. Usiadłem obok niej i popatrzyłem jej prosto w oczy.
- Postaram się - powiedziałem
- Więc dyrektor kazał mi iść do psychologa bo według nich mam problemy po tym wypadku. Więc poszłam tam a ta wyjechała mi z pytaniem czy on mnie dotykał. Wtedy wstałam powiedziałam jej swoje i wyszłam trzaskając drzwiami - powiedziała.
- Nieźle - skomentowałem. No nie powiem ta dziewczyna mnie zadziwia....
- Wiem - powiedziałam - Czy ja jestem ... inna?
Zapytała a w jej oczach pojawiły się łzy. Na ten widok coś ukuło mnie w sercu
- Oczywiście, że nie księżniczko - powiedziałem i ją przytuliłem. Siedzieliśmy tam i przytulaliśmy się - kocham cię
Nie usłyszałem odpowiedzi. Popatrzyłem na nią i zobaczyłem, że śpi. Podniosłem ją i zacząłem iść w kierunku jej domu. Po chwili przytuliła się do mnie. Szliśmy tak aż do jej domu. Zadzwoniłem ale nikt nie otwierał. Sięgnąłem do jej kieszeni i wyjąłem klucze. Wszedłem do domu i skierowałem się do jej pokoju. Położyłem ją delikatnie na łóżku i przykryłem. Popatrzałem na nią i wyszedłem. Ten dzień był dziwny...

~*~
Dobra ale rozdział jest długi.... Jak się podoba? Czekam na komentarze ;)

3 komentarze:

Obserwatorzy