-Jenn co jest? - zapytałem. Nie All na pewno nic nie jest.... może Jenn się martwi? Tak na pewno to wszystko z nerwów.
- Niall Alyss ona.... ja......- zaczęła się jąkać przez łzy. Dosłownie nie mogła nic wypowiedzieć. Tak jakby dławiła się własnym smutkiem.
- Jenn spokojnie i powoli - powiedziałem nie wierząc, że powstrzymałem swój głos od drżenia - powiedz co się stało?
- Max jej były wrócił i przestrzelił jej ramię. Chciał potem przestrzelić drugie a potem mięśnie w łydkach. A na koniec... on chciał..... strzelić jej w serce! Ta rana. Ta w ramie. Ona nie wyglądała na groźną. Na prawdę. Ale to jest blisko serca i All straciła dużo krwi. Jechałam do szpitala tak szybko jak mogłam! Leży na oiomie w stanie krytycznym tyle wiem. Niall ja mogłam być tam szybciej. To moja wina. Nie musiałam iść do Harrego. Mogłam z nią zostać- powiedziała
- Jenn to nie twoja wina! - powiedziałem - nie mogłabyś jej wiecznie chronić i chodzić krok w krok! To wina tego Maxa!
- A ona teraz jest w stanie krytycznym i może umrzeć! - Jenn nie panowała nad głosem
- Już dobrze... ci....- powiedziałem pozwalając dziewczynie się do mnie przytulić- Na pewno nic jej nie będzie. Nie bój się - powiedziałam chociaż w sam to nie wierzyłem. Siedzieliśmy tak na Ziemi i mogliśmy tylko czekać. Po jakiejś godzinie albo dwóch podszedł do nas lekarz.
- Przepraszam państwo z panią A. Mainwaring ? - zapytał
- Tak - odpowiedziałem
- Pani jest...-zawiesił głos czekając aż dokończy.
- Przyjaciółką - powiedziała.
- A pan mąż? - zapytał mnie lekarz
- Nie ... - nie dokończyłem
- Przykro mi tylko rodzina jest wpuszczana
- Nie mąż ale... .narzeczony - powiedziałem szybko
- Dobrze zapraszam pana do gabinetu a pani niech zaczeka - powiedział. Skierowaliśmy się do gabinetu.
~Oczami Jenn ~
Nie pozwolono mi niestety wejść do gabinet. Tak cholernie się martwiłam. Nic nie wiedziałam. Przecież ona mogła nawet nie żyć! Spokojnie Jenn nie myśl źle. Bądź nastawiona pozytywnie. Przecież to Alyss! Ona zawsze ma szczęście ! Przeżyje na pewno. W tej chwili z gabinetu wyszedł Niall. Nie skakał z radości....
~Oczami Alyss~
Obudziłam się i o dziwo nic mnie nie bolało. Wstałam i doznałam szoku. Patrzałam na samą siebie podłączoną do mnóstwa kabelków. Urządzenie sprawdzające puls zaczęło piszczeć i pokazało prostą kreskę. Wtedy przyszedł lekarz i zaczął przesyłać prąd tymi urządzeniami. Nie czułam nic. Kompletnie nic. Wtedy do mnie dotarło ja nie żyje... Umarłam? Nie zaraz..... Zaczęłam czuć ciepło. A może raczej zimno? Nie mogłam tego określić. Powoli kreska zaczęła się podnosić a ja zaczęłam wracać do krainy żywych. Nie jeszcze nie tym razem. Ale kto wie kiedy umrę? Moje życie wisi na włosku. Mam maskę tlenową i jeszcze raz spojrzałam na siebie z góry. Byłam pogrążona w głębokim śnie. Potem uderzyła we mnie rzeczywistość i wróciłam do własnego ciała a puls się uspokoił. Byłam na razie bezpieczna. Przynajmniej na razie.
~*~
Hej! No a więc kolejny rozdział! Wiem krótki :D No ale nic nie poradzę! Wiem kochacie jak są takie zakończenia :) No ale. To tyle. Kolejny rozdział za niedługo :)
Ps. Zapraszam na bloga koleżanki nie jest o 1D ale jest świetny --------> http://ponadtensyf.blog.pl
Bosze.. Kobieto! Wykończysz mnie kiedyś... Na prawdę.. Co dalej?! Co dalej?! Dawaj nn a nie! :*
OdpowiedzUsuńDawaj szybko nn ! Czy ty chcesz nas wykończyć ?♥
OdpowiedzUsuńrozdział nie samowity tak jak pozostałąe przeczytałam wszystkie masz naprawe ogromny talent ale prosze pisz szybko kolejną część bo chcę wiedzieć co dalej / Marta :3
OdpowiedzUsuńświetny rozdział ^_^ Kocham twój blog i z niecierpliwością czekam na next :* Przy okazji zapraszam na mojego bloga http://one-direction-love-trouble.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńJeśli ci się spodoba to skomentuj :D :) ♥ :*
♥Mrs.Tommo♥
Super rozdział ! pisz dłuższe :3 czekam ma nexta :D
OdpowiedzUsuńkiedy kolejna część???
OdpowiedzUsuń